11 września 2014

Shizuo x Psyche (yaoi) - Roppi. Izaya. Konsekwencje. Ty. ★7

Nadeszły ostatnie dni "wakacji" Shizuo i Psyche. Ostatnio wszyscy siedzieli w domu bądź na podwórku, ogólnie doskwierała nuda. Różowooki postanowił poszukać swojego kuzyna, żeby może upiec jakieś ciasteczka, zamiast być totalnie bezproduktywnym. Wyszedł z pokoju, zostawiając odpoczywającego na futonie Shizuo. Przeszedł korytarz patrząc za okno, obserwując przyrodę w zielonym ogródku z wiśniami i kolorowymi kwiatami. Po części podziwiał Sakurayę, że potrafi zająć się całym domem i nigdy nie narzekać. Kiedy Psyche musi zmywać, ogarnia go fala lenistwa... Drzwi do pokoju kuzyna. Psyche przystanął i już chciał złapać za drzwi aby je otworzyć, kiedy usłyszał dziwne dźwięki. Sapanie, jęki...czy oni właśnie...? Chłopak otworzył szeroko oczy kiedy zrozumiał co się dzieje i zakrył sobie twarz dłonią aby nie zorientowali się że jest w pobliżu. Przysłuchując się ich poczynaniom bystrze zauważył, że on i Shizuo już dosyć dawno tego nie robili. "Może by tak wyjść z inicjatywą...?" - pomyślał niewinnie. Postanowił długo nie czekać, ukradkiem ulotnił się spod pokoju kuzyna i ruszył w stronę legowiska Bestii Ikebukuro. Bez ogródek wszedł do środka i położył się obok blondyna. "Shizuo..." - wyszeptał przejeżdżając delikatnie dłonią po jego bluzce. Heiwajima na chwilę przestał czytać książkę i nieco zdziwiony spojrzał się na chłopaka. Różowooki położył głowę na jego ramieniu i powiedział półgłosem: "dawno tego nie robiiiiliśmyyy..." - przeciągnął zataczając palcem koła na jego bluzce. "Hmm..." - mruknął Shizuś odkładając książkę na podłogę obok. "I co w związku z tym?" - postanowił podroczyć się trochę ze swoim małym Psyche. Ten zaś zrobił minę "jestem zły, dlaczego to nie podziałało?" i zaczął się zastanawiać co teraz. Zwykle nie musiał o nic prosić ani się starać, bo wszystko wychodziło jakoś samoistnie. "Widocznie Shizuo chce żebym przejął inicjatywę..." - pomyślał i zabrał się do działania. Podniósł się nieco i zaczął go całować. Najpierw nieco niepewnie, a potem coraz namiętniej. W tym czasie usadowił się na brzuchu blondyna, który objął go swoimi ramionami i obmacywał nieco po plecach oraz tyłku. Psyche postanowił zdjąć swoją bluzkę, jednak nie mógł tego samego zrobić u Shizusia, kiedy tamten leżał, więc po prostu rozpiął u siebie ponętnie guziki i tak zostawił. Na twarzy blondyna pojawił się usatysfakcjonowany uśmiech, kiedy zobaczył jak Psyche się dla niego stara. Chłopak przeszedł teraz do partii dolnych, zdjął swoje spodnie, po czym rozpiął te należące do Heiwajimy. Wkrótce sam został bez bielizny, a ich przyrodzenia sterczały na wierzchu. Różowooki powrócił do poprzedniej czynności, czyli całowania Shizusia. Ocierał się o niego, wsunął rękę pod jego bluzkę a drugą trzymał go za policzek. Starał się rozbudzić obu jak najbardziej. Blondyn nawet stwierdził w myślach, że całkiem nieźle mu idzie. W końcu różowooki odsunął się od niego nieco i zrobił krok do przodu. W końcu musiało się to stać...Ku zdziwieniu Shizuo, Psyche z lekką obawą, ale nadział się na jego członka. "No tak, nie zna przecież innych sposobów na zadowolenie kogoś..." - zaśmiał się w myślach blondyn. W ten sposób chłopak coraz głębiej i szybciej unosił się i opadał, nabierając odwagi i...wprawy? Wkrótce obaj dostali orgazmu, Psyche ubrudził ubrania drugiego, a Shizuś doszedł w nim. Różowooki nieziemsko zmęczony opadł obok blondyna. Nie wiedział że bycie na górze jest takie wycieńczające...Heiwaima wstał z futonu, zmuszony by zmienić ubrania. "Ty mała świnko" - zażartował sobie. To pierwsze słowa jakie zostały wypowiedziane od zalotów Psyche. Chłopak zrozumiał o co mu chodziło i zaśmiał się cicho. "Podobało ci się?" - zapytał. "Mógłbyś mi tak częściej robić" - odparł wciąż rozbawiony blondyn.

W Ikebukuro zapadł wieczór. "Załatwiłeś już to?" - do Orihary przyszedł sms. "Spokojnie, moi ludzie się już tym zajęli. Nie masz się czym martwić. Twój przyjaciel i tak już pewnie zapomniał, ma do tego skłonności :)" - odpisał perfidnie. Aż zaśmiał się do siebie, jaki czasami potrafi być wredny i bezlitosny. Po chwili nadeszła odpowiedź. "Ej, tylko bez takich!" - osoba po drugiej stronie zdenerwowała się. "To groźba?" - odpisał pewien swojej wyższości. Odpowiedź już nie nadeszła.

Psyche siedział sobie w ramionach Shizuo i rozmyślał, kiedy przed nimi pojawił się Izaya. "Co ty tutaj ro..." - chciał powiedzieć chłopak, ale nie zdążył dokończyć. Izaya zamknął jego usta pocałunkiem, po czym zniżył głowę na wysokość jego krocza. Różowooki chciał się wyrwać, ale blondyn trzymał go tak mocno, że chłopak czuł się jak w metalowej klatce. Nie widział jego twarzy bo był do niego plecami, ale czuł dziwną, złowieszczą aurę. Orihara włożył do ust jego męskość i wtedy...
A-ah...uff...- wydyszał Psyche. Kolejny sen... Ostatnimi czasy codziennie śnią mu się takie rzeczy. Każdej nocy Shizuo i Izaya wykorzystują go, albo chociaż dotykają. Czasami są to tylko pocałunki i mraśne słówka szeptane wprost do ucha. Sceneria za każdym razem się zmienia. Co noc dzieją się te niepokojące sny, ale życie toczy się dalej. Psyche czasami zastanawia się, dlaczego w ogóle śni mu się coś takiego. Przecież wyjaśnili sobie z Izayą, że to zażarci wrogowie. Więc dlaczego? Może on tak naprawdę che trójkąta z tym mężczyzną? Nieeee! - odgonił od siebie szybko te myśli. Kocham tylko Shizuo - potwierdził swoje uczucia, jakby musiał się do tego przyznać przed samym sobą. Nie chciał mówić nic prawdziwemu Heiwajimie, wolał nie martwić go snami, w końcu one nic nie znaczą, prawda? Godzina...dziewiąta rano. "Eh, nie ma co już zasypiać, wkrótce wszyscy się pobudzą" - stwierdził chłopak.

Wyjątkowo szybko nadszedł koniec małego "urlopu". Psyche i Shizuo pożegnali się z Sakurayą i Tsugaru na peronie. Heiwajima przeciągnął spojrzenie z Tsugaru, po czym oboje wsiedli do pociągu. Różowooki starał się wyglądać beztrosko i zachowywać tak jak zwykle, mimo że tak naprawdę te sny wyniszczały go od środka. Powoli po jego oczami zaczęły pojawiać się małe cienie, zmieniające się w coraz większe i wyraźniejsze. To wszystko przez to, że nie wysypiał się dobrze...
Na peronie w Ikebukuro czekała już cała świta. Po kolei zaczęli się z wszystkimi witać.
- Witajcie spowrotem - powitał ich ciepło Shinra.
- Hej, Psyche, Shizuo, witajcie w Ikebukuro - wystukała na swoim urządzonku Celty.
- Przepraszam...kim pani właściwie jest? - zapytał niepewnie różowooki, przypomniawszy sobie że nigdy się nie przedstawiła.
- Oh , przepraszam, nie mówiłam ci? Nazywam sie Celty Sturluson. - wystukała pośpiesznie.
- Hej. - wtrącił się czerwonooki.
- Ropppi! - krzyknął Psyche i rzucił mu się na szyję.
- Mówiłeś, że będziesz do mnie pisać i co? Nie dostałem ani jednego listu.
- Ojej, przepraszam! Myślałem że i tak cię nic z tego nie zainteresuje więc ich nie wysyłałem...
- W sumie...faktycznie nie wiem czy chciałoby mi się to czytać. No nic, witaj w domu!
Na miejscu brakowało tylko jednej osoby, ale wszyscy mieli nadzieję że i tak nie przyjdzie. Izaya. Tak, tylko tego powszechnie znienawidzonego osobnika tu brakowało. Shinra i Celty poszli w swoją stronę, a reszta w drugą. Roppi i Psyche rozmawiali sobie najzwyczajniej w świecie, kiedy drogę zagrodził im ów osobnik płci męskiej, niechciany przez większość społeczeństwa. Bez zbędnej gadaniny, zwinnie i szybko przemieścił się za plecy różowookiego i przyłożył mu nóż do gardła. "Ani drgnijcie" - ostrzegł czerwonookiego i blondyna. Shizuś nie zdążył szybko zareagować, a teraz ta menda ma w garści niczemu winnego Psyche. "Pamiętasz co zrobił twój przyjaciel? Hachimenroppi?" - wyszeptał chłopakowi do ucha. Ten zaś nie miał pojęcia o czym mężczyzna mówi. Za to poczuł się jak w kolejnym śnie, znów tak blisko Orihary. "Może to ci coś przypomni..."- powiedział, po czym przejechał nożem delikatnie po jego szyi, tak by nie zostawić śladu, ale żeby chłopak czuł ostrze na swoim gardle. Na początku Psyche miał pustkę w głowie, ale potem przed jego oczami zaczynały pojawiać się obrazy. To był zwykły dzień, tak jak dzisiaj. Zwyczajna ulica, tak jak ta na której teraz stoją. Błękitne niebo, zupełnie tak jak wtedy. Tylko jedna rzecz się nie zgadzała. Na ziemi ktoś leżał. Z czerwoną szramą na szyi, z której lała się krew. "Podnieś wzrok Psyche. Spójrz na winowajcę." - szept samego diabła stymulował go do przywołania wspomnień. Kolejna rzecz która się zgadza. Shizuo oraz Hachimenroppi. Jednak mały detal nie pozwalał myśleć że wszystko jest w porządku. Czerwonooki trzymał jedną ze swoich żyletek, a krew która na niej widniała zdecydowanie nie należała do właściciela. "N...nie..." - wydukał w końcu. "Tak, Psyche-chan. Twój przyjaciel to morderca." Morderca...to slowo odbijało się echem w jego głowie. Jak on mógł o czymś takim zapomnieć? I czemu nikt przy nim o tym nie wspominał? Jak on mógł tak po prostu wyprzeć to ze świadomości? "Nieeeeeeeeee!!!" - zaczął wrzeszczeć różowooki, upadając na kolana kiedy Orihara odsunął od niego nóż z pełną satysfakcji miną. To był dla niego szok...jakby lunatyk gwałtownie przebudził się ze snu. "Izaya, co ty kurwa robisz?! Do czego ty dążysz?! Mieliśmy chyba jakąś umowę?!" - wykrzyczał wściekły Roppi. "Hmm?" - zainteresował się nim z łaski Informator. "Nasza umowa brzmiała, cytuję, "Izaya Orihara, znany również jako Kanra, zlikfiduje wszelkie ślady po zabójstwie uczennicy, dokonanym przez..." "Dosyć tego!" - wściekł się nie na żarty czerwonooki.
W tym czasie Psyche wciąż w szoku, siedząc na środku chodnika trzymał się za głowę jakby miała zaraz eksplodować. "(...)znany również jako Kanra(...)" "Zaraz...co? Izaya to Kanra? Ten "znany Informator" o którym gdzieś słyszałem?" - uświadomił sobie różowooki. "Tak, nie wiedziałeś o tym?" - odezwał się znajomy głos Shizuo, który zamiast wściekać się na Izayę, przekierował całą swoją uwagę na poszkodowanego psychicznie chłopaka. Dopiero teraz Psyche ogarnął, że powiedział to na głos. Zaraz...czy ta napaść na Kanrę o której słyszał w szkole...czy to możliwe że on...i dlatego on teraz tak wchodzi z butami do naszego życia...to było niedługo po jego śnie... "Psyche, o czym ty bredzisz?" - zaniepokoił się blondyn. Różowe oczy spojrzały na niego zimno. Wstał zupełnie spokojnie. Opanowany, chociaż trochę nieobecny. Podszedł do Izayi z własnej woli, czym zaskoczył wszystkich. Shizuo zdziwiony milczał przyglądając się nietypowej sytuacji. Tak samo Roppi, zamilkł widząc zmierzającego w ich stronę z dziwną miną Psyche. Nigdy nie widział go takiego, przecież zawsze okazywał tyle emocji...a teraz nie okazywał kompletnie nic, oprócz przerażającej odwagi. Nawet Izayę nieco zdziwiło jego zachowanie. W planie dzisiejszego programu nie było miejsca na tak nietypowe zachowanie Psyche. "Czy ja...zrobiłem ci to?" - zapytał różowooki bez większego sensu, jakby był teraz naćpany - w swoim własnym świecie. Zabrzmiało to nieco dwuznacznie. "Ale co, Psyche-chan?"- zapytał Izaya, domyślając się powoli o co chodziło. "Czy odciąłem ci ramię?" - to pytanie zabrzmiało wyjątkowo głupio, zwłaszcza że Orihara wyglądał na całego i zdrowego. "Nie, ale pewnej nocy mnie zaatakowałeś. Miałeś to chyba nawet w tym planie co ci sporządził Shinra. Jednak nie byłeś dla mnie żadnym przeciwnikiem, nawet chyba nie zauważyłeś jak się ulotniłem." - wyjaśnił znudzony nieco tą prowadzącą donikąd rozmową. "Oh..." - westchnął różowooki, wpatrując się tępo w podłogę. W aktualnym towarzystwie tylko Psyche o niczym nie wiedział, reszta znała prawdę jeszcze od czasu zebrania u doktorka. "No, to teraz gwóźdź programu." - pomyślał Izaya. "Nie wszystko poszło dokładnie jak chciałem, ale w ogólnym rozrachunku..." - Informator pociągnął Psyche za rękę i ponownie przyłożył mu nóż do gardła. "jestem na wygranej pozycji. Szach-mat, Shizu-chan." - pomyślał narcystycznie. "No to co Shizu-chan? Pobawimy się?" - powiedział, po czym z uśmiechem na ustach przeciął policzek Psyche, tak że zaczęła płynąć z niego krew. "Izayaa! Co ty odpierdalasz!?" - wrzasnął wkurzony Shizuo. Psyche przejechał opuszkami palców po ranie z której pociekło trochę krwi. Był oszołomiony, a jego serce zabiło mocniej kiedy usłyszał donośny, złowrogi głos blondyna. "Coś się stało, Shizu-chan?" - zapytał ironicznie Orihara. Przywdział teraz wyjątkowo wredny uśmieszek. Znowu prowokował, a blondyn ledwo się powstrzymywał żeby nie zmiażdżyć mu tej roześmianej buźki jakimś automatem do coli. Starając się trzymać emocje w ryzach, zrobił jedynie krok w ich stronę. Chciał uśmiechnąć się przyjaźnie do różowookiego, ale wyszło zupełnie na odwrót. Koniuszki jego ust powędrowały w dół w grymasie złości. Przez tą chwilę kiedy zastanawiał się co zrobić, Izaya odskoczył od Psyche. Blondyna nie trzeba było długo zapraszać, nagle dostał tak zawrotnej prędkości jak nigdy. Momentalnie znalazł się przy nim, ale Orihara i tak zdążył zrobić unik. Na szyi Psyche pojawił się kolejny czerwony ślad. Na szczęście był dość płytki, jakby Izaya chciał przez to powiedzieć że to on ma nad wszystkim przewagę i całkowitą kontrolę. Po uniku na chwilę stanął w miejscu...i to był jego największy błąd. Heiwajima korzystając z chwili nieuwagi Informatora, dopadł go i powalił na ziemię. Na twarzy Izayi zagościła lekka złość. Widocznie coś poszło nie po jego myśli. Jak zwykle Shizuo zaskoczył go swoim zachowaniem. Powinien był zatrzymać się, widząc że Psyche jest już bezpieczniejszy parę metrów dalej. Jednak tego nie zrobił. Wybrał pogoń za swoim wrogiem. A teraz przyszpilił go do twardego betonu. Sam blondyn zastanawiał się, czy go puścić, czy dokończyć dzieła. Nawet się nad tym nie zastanowił. Jak zwykle posłuchał instynktu, zapominając o konsekwencjach. Uniósł jedną pięść i wykierował prosto w twarz Orihary. Zapomniał o tym jak wiele ma siły, a ze złamanego nosa Informatora pociekła strużka krwi. Nie patrząc na jego ewentualne uczucia, złapał go za fraki i z całej siły rzucił o najbliższy budynek. Informator wbił się do jakiegoś sklepu przez szybę, mając w całym ciele odłamki szkła. Blondyn nie zamierzał jednak tak tego zostawić. Ruszył sprintem za swoją ofiarą, wpadając jednym skokiem za framugę pozostałą po oknie. Znów uniósł go za ubrania, a potem wbił w podłogę tak mocno jak tylko potrafił. Oprócz łamanych desek było słychać również trzask łamanych kości. Informator nie był nawet w stanie mówić. Myślał tylko sobie...jakim cudem dał się tak zmasakrować. Chyba poczucie obrony Psyche dodało mu jeszcze siły, jeżeli to u takiego potwora jest w ogóle możliwe. Teraz blondyn złapał go za gardło i uniósł tak, że jego nogi zwisały kilka centymetrów nad ziemią. Całkowicie poświęcony instynktowi, przestał myśleć trzeźwo. Jego ciało samo miotało Izayą. Jeszcze chwilę. Ściśnie trochę bardziej gardło i go puści. Wtedy na dworzu rozległa się syrena karetki. To wystarczająco zmotywowało byłego barmana do odwrotu. Puścił Oriharę, a ten bezwładnie opadł na ziemię. Jak pacynka rzucona w kąt przez dziecko. Jakby uleciało z niego całe życie. Wtedy jego wściekłość zniknęła. Pojawił się strach. On...nie żyje? Lekarze podbiegli do poturbowanego mężczyzny. Shizuo jak przez mgłę słyszał głosy. "Nie ma pulsu! Przystępuję do masażu serca!". Izaya...jego odwieczny wróg...nie żyje? On go zabił? Ogarnęła go panika. Rozglądał się w poszukiwaniu różowego futerka. Psyche stał przed rozwalonym sklepem i centralnie patrzył na Heiwajimę. Miał łzy w oczach i przerażony wzrok. Jego poprzednia powaga i opanowanie ustąpiły łzom, spływającym kaskadami po bladych policzkach. Roppi stał osłupiały z wytrzeszczonymi oczami i starał się przetworzyć w mózgu to, co właśnie ujrzał. Różowooki spanikował, widząc jak blondyn cały opryskany krwią patrzy na niego szeroko otwartymi oczami, wyczekując. Odwrócił się i pobiegł ile sił w nogach. Nieważne gdzie. Po prostu uciekł.

___________________________________________________________

wowo tym razem Psyche przejmuje inicjatywę :D brakowało tego w poprzednim rozdziale, więc postanowiłam po prostu dać w tym :3 Ogólnie...powracam! ^^ Mam nadzieję że yaoi się podobało, bo następnego szybko nie będzie xD Wgl czy tylko ja nieogarnęłam, że nazwisko Celty brzmi "Sturluson" a nie "Strulson"? ;-; No i ojjjj dzieje się. Nareszcie Izaya zginął! Płoń w piekle szujo <3
Ej...czy ja to pisałam tyle godzin co myślę że to pisałam? o__o eee....
A co do zawieszenia bloga...no cóż, pisałam że jeżeli co napiszę do grudnia to odwieszam...więc...odwieszam...przeczytałam sobie większość swoich opek i uznałam że jednak nie są takie złe. To 1 rzecz która mnie zmotywowała. 2, to że ogarnęłam akcję w tym opku xD musiałam sobie zrobić plan wydarzeń, i ogarnąć to co teoretycznie miało być tam zawarte, tzn. moje pomysły, wykorzystane bądź nie. To zadziałało O.o serio, momentami to jest takie skomplikowane że nawet ja nie ogarniam xD No, ale dosyć o mnie. I hope you enjoyed watching this, stay osom bros xD (lol naoglądałam się pewdsa ostatnio xd) *brofist*