30 maja 2015

Shizuo x Psyche (yaoi) - Tsukishima. Virus. Przyjaciel. Ty. ★9

Roppi otworzył oczy jak trup powstający z grobu. Tego dnia czuł się jak gówno. "Walę to, nie idę dzisiaj do szkoły. I tak nie ma tu Psyche, żeby mnie przypilnował...". Słońce prześwitywało lekko przez grube zasłony, dopuszczając minimalną dawkę promieni słonecznych do środka. Czerwonooki wstał mozolnie i poszedł do kuchni. Znowu te same płatki, w tej samej ilości i z tym samym mlekiem. "Jakie to wszystko nudne...nie mam ochoty nawet siedzieć na kompie." - stwierdził wkrótce po włączeniu maszyny. Spojrzał kątem oka na swoją poduszkę. Podszedł do niej. Pod spodem miał ukryty woreczek, a w nim kilka żyletek. Podwinął rękaw lewej ręki na którym widniały liczne blizny. Niektóre były stare, ledwo widoczne. Inne wciąż czerwone, zaropiałe. "Przynajmniej się zasklepiają..." - pomyślał przypominając sobie swoje wyobrażenia o czymś w rodzaju wódki niedopijki, tylko z rozciętą ręką. Wziął delikatnie jedną z żyletek, tak żeby nie skaleczyć się w palce. Oparł się plecami o zimną ścianę i przyłożył metalowy przedmiot do nadgarstka. Dzgnął lekko skórę rogiem przedmiotu. Nawet nic nie poczuł. Za drugim razem przyłożył ją mocno do skóry i szybko pociągnął. Krew wypłynęła natychmiastowo. Szrama z krwi pojawiła się w nowym miejscu. Nie była zbyt głęboka, ale wystarczająca żeby zapiec. Kropla niemal spłynęła z jego ręki, ale szybko złapał ją językiem. Zakrwawiona pościel to ostatnie czego chciał. Przeszedł się do łazienki i przykleił plaster w miejsce rany. Bandaże już się skończyły...Trzeba będzie dokupić nowe. Chłopak naciągnął rękaw. Poszedł po swoją czarną kurtkę z czerwonym futerkiem i wyszedł z mieszkania. Było jeszcze dosyć wcześnie, ludzie siedzieli jeszcze w szkołach. Hachimenroppi spoglądał z pogardą na mijający go tłum. "Aż się żyć odechciewa..." - pomyślał zmęczony udawaniem że wszystko w porządku. Stanął przed apteką. Obok jakiś blondyn grzebał w telefonie. Ale to nie na nim chłopak skupił wzrok, tylko na jego szkarłatnym szaliku. "Po co mu szalik w taką pogodę? Hmm...w sumie ma nawet fajne zakończenie...ciekawe jaki jest w dotyku..." - dotknął części ubrania zanim zdążył to przemyśleć. Blondyn najwyrazniej to poczuł, bo gwałtownie się odwrócił. Spojrzał wielce zdziwiony na Roppiego, który w przeciwieństwie do niego był zupełnie spokojny.
- Fajny szalik. - powiedział bez cienia jakiejkolwiek emocji.
-D-dzięki... - odpowiedział okularnik. Zauważywszy jego okulary, Roppi automatycznie pomyślał o Shinrze. "Są do siebie w miarę podobni... Tylko te ciemnoblond włosy się nie zgadzają."
- Mam coś n-na twarzy? - zapytał chłopak widząc że ten mu się przygląda.
- Nie. - parsknął Roppi. - Tak w ogóle, to jestem Hachimenroppi, dla przyjaciół po prostu Roppi. A ty?
- Miło mi cię poznać, R-roppi-kun. Nazywam się Kishitani Tsukishima.
- Yo, Tsuki-kun.
- T-t-t-tsuki?! - chłopak zrobił jeszcze bardziej zdziwiono-przerażoną minę niż wcześniej.
- No, skoro mówisz na mnie Roppi, to ja chyba mogę mówić ci Tsuki?
- J-jak chcesz... - okularnik poczuł się zgaszony a jego wzrok powędrował gdzieś pod nogi.
Po chwili ciszy czerwonooki znów zagaił.
- Kishitani? Jesteś jakimś krewnym Shinry?
- Tak. J-jestem jego siostrzeńcem.
- To Shinra ma siostrę? - chłopak naprawdę się zdziwił. Znając mniej więcej jego rodzinę, nigdy nie przypuszczałby że mieli tam w ogóle jakąś kobietę. - Och, wybacz. Trochę się zapędziłem. - dodał widząc speszoną minę kolegi. - Masz zamiar tu wchodzić? - przypomniał sobie o bandażach i wskazał kciukiem na wejście do apteki.
- Um, w-właśnie stamtąd w-wyszedłem.
- Okej.

Kiedy czerwonooki wyszedł frontowymi drzwiami, usłyszał swoje imię.
- R-r-roppi-kun? - zastało go pytające spojrzenie. - Może chciałbyś iść ze mną do Shinry? Napisał żebym cie p-przyprowadził, bo nie ma k-komu pokazać swojego odkrycia...
- Czemu nie. - odparł. "I tak nie mam nic lepszego do roboty" - dodał w myślach.

- Yo, Shinra. - przywitał się na wejściu.
- Hej Roppi, chodz szybko! - zawołał, złapał chłopaka za rękę i pociągnął zanim ten zdążył nawet pomyśleć o zdjęciu kurteczki lub butów. - Muszę wam coś pokazać! Tsukiś, przyniosłeś to co ci kazałem?
- T-tak. P-proszę. - blondyn najwyrazniej zestresowany, podał jakiś flakonik swojemu...wujkowi?
- Świetnie, wspaniale! Pospieszcie się! - zawołał ponownie. Był widocznie bardzo podekscytowany.
W salonie czekała już Celty, która wystukała powitanie na swoim urządzonku. Jednak czerwonooki nie zwrócił na nią uwagi. Jego uwagę przyciągnęła postać siedząca na środku podłogi. Jego twarz była łudząco podobna do Izayi, co już wróżyło zle, do tego miał czerwone okulary, takie jakie nosi się w laboratoriach czy gdzieś... Na szyi miał przywieszoną czerwoną kokardę. Shinra podszedł do niego, otworzył klapkę na jego karku i wlał zawartość buteleczki którą dostał od Tsukiego. Ten momentalnie otworzył czerwone oczy i rozwarł usta w rekinim uśmiechu. Rekinim, jako że jego zęby były ostre jak u wampira, tyle że wszystkie, nie tylko kły.
- Poznajcie moje powstałe naukowo dziecko. Przedstaw się, kochany.
- Nazywam się Virus 138.
- Świetnie, teraz wyjaśnij nam swoją funkcję proszę. - dodał zafascynowany doktorek. Cały czas miał buzię rozdziawioną w uśmiechu. Roppiemu opadła szczęka. Zamarł, nie wiedział co właściwie powiedzieć.
- Heheheheheheh. - rozległ się robotyczny rechot. Virus 138 wstał, pociągnął jeden koniec kokardy, tak że była ona teraz nierówna i lekko zwisała. - Jestem wirusem. - powiedział uśmiechając się szaleńczo. Roppi spojrzał na Tsukiego, który wydawał się być przerażony tym co właśnie ujrzał. To wyglądało jakby miał się zaraz rozpłakać. Czerwonooki złapał kolegę za ramię i wyprowadził z mieszkania szalonego doktorka. - Zmywamy się. - powiedział zupełnie poważnie.
- C-co? Alee... - nie zdążył dokończyć, kiedy byli już na klatce schodowej.
- Słuchaj! Nie wiemy do czego to coś jest zdolne. Nazywa się VIRUS i wygląda jak największa menda świata IZAYA a te dwie rzeczy zmieszane ze sobą to mieszanka wybuchowa. On może być najniebezpieczniejszym...mieszkańcem Ikebukuro.
- W sumie...ch-chyba masz r-rację. - poddał się blondyn.
- Gdzie mieszkasz?
- P-pietro wyżej, a co?
- To idziemy do mnie. Poczuję się bezpieczniej. - zdecydował Roppi i oboje poszli do jego mieszkania.

- D-dzięki. - powiedział Tsuki zasłaniając twarz kubkiem z herbatą.
- Za co?
- Że m-mnie stamtąd z-zabrałeś. Ten wirus był jakiś d-dziwny.
- No co ty nie powiesz. W życiu czegoś takiego nie widziałem. Człowiek z nadludzką siłą, kobieta z dymem zamiast głowy, informator-manipulant...tylko kolejnego potwora brakuje w tym mieście.
- C-celty nie jest taka zła.
- Nie, ale to chyba niezbyt normalne chodzić bez głowy.
- Hehe. - zarumienił się lekko chłopak. Hachimenroppi pierwszy raz widział śmiejącego się okularnika. "Ma słodki śmiech...huh, ale to gejowsko zabrzmiało. Chyba mi się syndrom Psyche udziela." - ostatnią myśl odrzucił z niesmakiem.
Po chwili, ni stąd ni zowąd, przypomniał sobie o bandażach które zostawił w kieszeni kurtki.
- Poczekaj tu chwilę. - powiedział i wyszedł z kuchni. Wziąwszy białe rolki, skierował się do swojego pokoju. Otworzył pierwszą szufladę etażerki. Była całkowicie pusta, więc wsypał je do niej. Zamknął ją i otworzył drugą. Była głębsza, ale zdecydowanie bardziej pełna. Znajdowało się w niej mnóstwo zakrwawionych bandaży, leżących w nieładzie. Chłopak odkleił plaster i wrzucił go tam. Rana którą zrobił rano zdążyła już zaschnąć. Zamknął szufladę i podszedł do łóżka. Zostawił na wierzchu żyletki. To się aż prosiło o coś. Spojrzał po raz kolejny na swój nadgarstek, zbrukany jak po stuletniej wojnie. Już miał pociągnąć ostrzem po skórze, kiedy usłyszał zdławiony okrzyk. W drzwiach stał Tsukishima, zasłaniający sobie usta. Znowu miał to swoje spojrzenie zestrachanego królika. Roppi chciał się powstrzymać, ale było na to za pózno. Kiedy odwrócił się gwałtownie w stronę blondyna, pociągnął ręką stwarzając kolejny krwawiący punkt.
- Musisz to opatrzyć! - krzyknął okularnik. To było zupełnie nie w jego stylu.
- Czego się tak drzesz? I co cię to w ogóle obchodzi?
- Dlaczego? Dlaczego to robisz?! - spytał dalej podniesionym głosem. Czerwonooki nie odpowiedział. Prawdopodobnie było to przyzwyczajenie, może nawet uzależnienie. Czasami sam się zastanawiał czemu wciąż to robi...bo nienawidzi ludzi i świata? Tch, wymówki.
- Masz jakieś bandaże? - blondyn zmienił trajektorie konwersacji.
- W szufladzie. - powiedział chłopak wyjmując jeden rulon.
- Daj to. - rozkazał Tsuki. Wziął białą rolkę i zaczął delikatnie owijać bandaż wokół krwawiącej ręki. "Dlaczego on to robi? Jest taki skupiony nad tym co teraz robi...nic się nie stanie jak będzie krzywo, głupku. Ech...ma taki delikatny dotyk, jakby obchodził się z bardzo cennym, delikatnym zwierzątkiem." - zatopił się w myślach. Po zrobieniu supełka, Tsukishima spojrzał na swoje dzieło smutnym wzrokiem.
- Czy...czy to przeze m-mnie? - spytał unikając czerwonych oczu.
- Dlaczego w ogóle tak pomyślałeś? - spytał Roppi. - To nie twoja wina. Już tak mam. Tnę się, i co z tego?
- Pomyślałeś co czują twoi bliscy? Powiedziałeś im w ogóle?
- Mój jedyny kumpel siedzi teraz kilka miast dalej, razem ze swoim chłopakiem który uciekł z więzienia. A ja jestem tu teraz całkiem sam, więc nie sądzę żeby kogoś to obchodziło. - odpowiedział zupełnie szczerze. Nie miał nic do ukrycia, a chciał wylać z siebie trochę goryczy która się w nim smażyła.
Nastał cisza. Długa, niezręczna cisza.
- Więc... - zaczął blondyn. - ...to ja... - spojrzał mu głęboko w oczy, przez szkła swoich okularów - ...ja będę teraz twoim przyjacielem. I nie pozwolę ci więcej się krzywdzić.
Roppi był tak zdezorientowany, że go zatkało. Nie sądził że z Tsukiego taki altruista. Chce próbować? Dobra.
- Ale niczego nie gwarantuję. - odparł błądząc wzrokiem po ścianie za okularnikiem.
- To teraz się połóż. I schowaj te żyletki. - rozkazał miękkim głosem, po czym sam wziął woreczek foliowy i schował go do szuflady z bandażami. Czerwonooki posłuchał i położył się na skraju łóżka, przodem do ściany. Nawet nie zauważył kiedy zasnął...


_____________________________________________


Sorki że dzisiaj nie było głównych bohaterów, ale ten rozdział był niezbędny do dalszego opka. Enjoy!~

P.S.Klawiatura nadal szwankuje, więc sory za błędy.